e-artykuły

artykuły na każdy temat

O serwisie

e-artykuły.pl - interesujące artykuły zebrane i podzielone według tematyki przy pomocy tag'ów

Mój ostatnie wakacje przeznaczyłam na podróż moich marzeń. Przeżyłam największą przygodę mojego życia, a jednocześnie pierwszy raz przekonałam się jak bardzo życie ludzi, zwierząt i roślin zależne jest od sił przyrody. Moją podróż rozpoczęłam 13 lipca 2007 roku. Miejscem, do którego się udałam było miasteczko Bedourie w środkowej części Australii. Warto tam zajrzeć ;) Uważam, że jest to najpiękniejsze miejsce na świecie. Otaczając mnie tam przyroda stała się dla mnie niezapomnianym widokiem. Ogromna ilość gatunków endemicznych wywarła na mnie niezapomniane wrażenia. Wiele gatunków eukaliptusów i akacji urzekło mnie swoją egzotyką. Wiecznie zielone lasy odsłoniły przede mną pierwszy raz piękno ogromnych palm, figowców i licznych epifitów. Spotkałam również zawleczone na ten obszar i będące swoistą plagą tego kontynentu opuncje, które zadomowiły się doskonale na tym terenie i wypierają w drastyczny sposób gatunki rodzime. Największym przeżyciem jednak był dla mnie widok roślin o właściwościach pirofitycznych, które pod wpływem wysokiej temperatury podlegały samozapaleniu. W tym momencie wszelkie środki gaśnicze, doskonały sprzęt gaśniczy czy nawet całe systemy gaśnicze okazywały się zbędne. Nie było ratunku dla wszechogarniającego żywiołu ognia. Każdy sprzęt gaśniczy w tym momencie okazywał się zawodny. Przyroda rządziła się swoimi prawami. Rośliny te potrzebowały samozapalenia, aby młode rośliny mogły wykiełkować. Co prawda pojawili się strażacy zaopatrzeni w środki gaśnicze. Mimo wszystko w tym momencie systemy gaśnicze przegrywały z żywiołem ognia. Widziałam uciekające w wielkim popłochu zwierzęta: piękne misie coala, które nie były przyzwyczajone do szybkich ruchów jednak w chwili, gdy ich życiu zagrażało niebezpieczeństwo potrafiły walczyć.Widziałam brązowe kangury, które w świetle ognia wydawały się pomarańczowe. Moją uwagę przykuły także całe stada ptactwa odlatujące z przeraźliwym krzykiem w bezpieczne miejsca. Było to widowisko jedyne w swoim rodzaju, drastyczne a jednocześnie takie prawdziwe – tu przyroda rządziła się swoimi prawami. Przerażało mnie to, że systemy gaśnicze nie mogły tutaj nic pomóc, ze ogień rozprzestrzeniał się w ogromnym tępie. Widok strażaków wyposażonych w środki gaśnicze był tutaj czymś zdumiewającym. Byli oni na przegranej pozycji w tej walce. Mogli jedynie pomóc zwierzętom przedostać się w bezpieczne i promowane miejsca. Dlatego właśnie wielu z nich pozostawiło swój sprzęt gaśniczy i udało się w kierunku ognia, aby przenosić ranną zwierzynę. Mam nadzieję, ze jeszcze kiedyś wrócę w to egzotyczne miejsce. Być może po ukończonych studiach właśnie tam poszukam pracy.

pozostaw swój komentarz

Musisz być zalogowany by pozostawić komentarz.